środa, 17 grudnia 2008

Warszawa jest piękna


Fot. Aleksander Prugar / AG - zdjęcie pochodzi z portalu Warszawa.Gazeta.pl
Edit. I ciąg dalszy - autor zdjęcia - Pozdrawiam :) - znalazł się na moim blogu i podesłał linka do swoich miejsc w sieci. Więc tu wstawiam linka do całego tortu, w którym powyższe zdjęcie jest tylko wisienką.

piątek, 12 grudnia 2008

Przetwory 3 już w ten weekend

PRZETWORY 3
13 grudnia SOBOTA godz. 15-19
14 grudnia NIEDZIELA godz. 12-19
OPUSZCZONY PAWILON HANDLOWY
(dawny Teppichand)
DOBRA 55
Tym, co nie wiedzą o co chodzi polecam to
zasady, szczegóły tu:

gdzie jest Radio Jazz?

Najpierw z radia jazz zniknął Magura. A teraz w ogóle nie ma Radia Jazz. Po 11 latach obecności w Krakowie i chyba 15 w eterze w ogóle.
Zauważyłam to przez przypadek dziś rano, bo od jakiegoś czasu na falach tkwi u mnie Tok.fm. Przełączyłam Tok na Jazz, słucham - dziwne. Patrzę na RDS i widzę ZET. Na domiar złego Chilli Zet (?!) o paskudnym, nijakim logo. Ale jeszcze 5 grudnia było. Do diaska. I co ja zaprogramuję na pozycji 1? W tym momencie to jakiś skrót do własnego laptopa. I być może będzie to miało wkrótce radiojazzowe uzasadnienie, ponieważ dziennikarze radia chcą odtworzyć je w internecie. Szczegóły tu - wejdźcie koniecznie.


A teraz będę cytować Press:
Inicjatorem projektu jest Paweł Nowak, dziennikarz krakowskiego akademickiego Radia Frycz, który wraz z zainteresowanymi dziennikarzami planuje stworzenie profesjonalengo studia w Warszawie, skąd nadawany byłby program jazzowej rozgłośni. Wg planów, w ramówce pojawiłyby się programy znane dotychczas z anteny Radia Jazz.
Źródłem finansowania przedsięwzięć stacji miałyby być wpływy ze sprzedaży reklam. Jak wynika z danych Presserwisu, prowadzone są także rozmowy z jednym z koncernów medialnych, który mógłby udostępnić własne zaplecze techniczne.
Pomysłodawcy zarezerwowali domenę internetową Radiojazz.fm, na której planują uruchomić rozgłośnię. Część dziennikarzy zrezygnowała z wynagrodzeń.

środa, 10 grudnia 2008

D.O.M.E.K. i IBBY

Stowarzyszenie Przyjaciół Książki dla Młodych - Polska Sekcja IBB-y rozstrzygnęło właśnie konkurs „Książka roku 2008”.
Nagrodę dla ilustratorów otrzymali: - za książkę autorską - Aleksandra Machowiak i Daniel Mizieliński za D.O.M.E.K. wydany przez wydawnictwo Dwie Siostry oraz - za ilustracje - Tomasz Broda (książka „Przygody przyrody” Zbigniewa Macheja).

Lista nominacji znajduje się tu.

ładne kwiatki

bardzo proszę, żeby ten/ta/ci co wysłał/a/li się ujawnił/a/li.
dziękuję.

czwartek, 4 grudnia 2008

jako, że sama to do netu wrzucałam, nie mam większego obciachu i wrzucam i tu. tym bardziej że książka "Polski neon. Warszawa." wyszła super. Ania ma rękę.

Książka "Polski Neon. Warszawa" ze zdjęciami artystki Ilony Karwińskiej, to fotograficzny album ze zdjęciami warszawskich neonów. Stołeczna redakcja "Gazety Wyborczej" ściągnęła wystawę Karwińskiej do stolicy. Pokazała ją w listopadzie 2007 w PKiN.
Wystawa cieszyła się olbrzymim zainteresowaniem, stąd jej kolejny etap - po roku od wystawy książka pokazująca warszawskie neony na fotografiach Ilony Karwińskiej. Warszawskie neony znikają na naszych oczach. Być może wydany właśnie album za kilka czy kilkanaście lat będzie ostatnim świadectwem ich istnienia. Więcej tu.

Spotkanie z autorką książki Iloną Karwińską odbędzie się 9 grudnia o godz. 19 w Obiekcie Znalezionym (piwnice Zachęty), pl. Małachowskiego 3. Podczas spotkania będzie można zakupić książkę w promocyjnej cenie 39,90 zł.

to do poprzedniego posta

stan "PRZED":
czyli moje nowe mieszkanie rysowane w paincie, tak żeby pokazać znajomym co ich tu ze mną nie ma.

stan PO różni się od stanu PRZED tym, że lodówka zmieniła miejsce, nie ma stołu, nie ma (i nie ma miejsca) pralki, nie ma łóżka.
Jest wysoka do sufitu półka, która czeka na desant moich książek. Jest kanapa. Ikea oczywiście. A kolor ścian przypomina kolor krakowskiego nieba przez większość roku - biel przełamana niebieskim i zasnuta smogiem.

wtorek, 2 grudnia 2008

przeprowadziłam się. mam na wyłączność 17 m. mogę znów biegać po mieszkaniu w stroju, za który w Szczecinie można dostać mandat, a nawet w skromniejszym.
skłamałam. biegać nie mogę, bo bieg kończy się na czwartym kroku. potem coś staje mi na drodze.

środa, 26 listopada 2008

narzekam, kto nie chce - niech nie czyta

No i dopadł mnie pierwszy warszawski kryzys. Zaczynam się zastanawiać po co właściwie się przeniosłam. Oczywiście wiedziałam, że kiedyś przyjdzie, spóźniony towarzysz wszelkich decyzji wykraczających poza wybór pomiędzy jajecznicą z pomidorami i bez. Tym razem zaatakował paskudnie, między innymi odbierając mi sen. Z drugiej strony może to i lepiej, bo nie wiem kiedy poranek witałam bardziej zmęczona - po nocy pełnej przeładowanych snów, czy po nocy bez-sennej.
Koniec narzekań. Sama chciałam.
W niedzielę przeprowadzka na Mokotów. Pomoże? Czy trzeba nowego / innego zajęcia? Miejsca?

czwartek, 20 listopada 2008

Przy okazji szukania informacji o siatkarce, znalazłam wywiad Bogny Świątkowskiej z Pauliną Ołowską, która doprowadziła do tego, że neon świeci.

I gdzieś warszawski modernizm, którego szarość przełamywały mleczne szyby i neony zderzył mi się z niebieskim szkłem lat 90. Późniejszym wybuchem reklamy wielkoformatowej. Welschowska anestetyka staje się dla mnie najważniejszym sposobem określania moich intuicji co do przestrzeni miejskiej. W kontrze do nadmiaru stoi zwykła brzydota większości wnętrz budynków publicznych. Przypomniała mi się Karolina Kowalska, montująca w krakowskim Urzędzie Pracy nakładki na neony. Jej filmy found footage. Zabawa znalezionym. Proste gry tym, co zastane. Pokazywanie jak małe rzeczy zmieniają odbiór rzeczywistości. Czas i energię.


i aga ratuje mi wieczór bardzo sentymentalną piosenką. o przyjaźni prawdziwej, czyli męsko męskiej.

warszawa uwodzi drobiazgami. neonem siatkarki na placu konstytucji. tym, że jak stojąc na moim podwórku zakręci się wokół własnej osi i popatrzy w niebo, na pędzące ponad miastem chmury, to się wydaje, jakby się było w potężnym kalejdoskopie. połamanymi parasolkami w co drugim koszu na śmieci. bankomatem, na którym wyświetlają się w rogu cyferki 007.
mam wieczór tęsknoty za dawnym życiem. wieczór zwątpienia w swoje wybory. próbuję się więc trzymać obrazów.

czwartek, 13 listopada 2008

kino samochodowe w Warszawie

I znów coś ciekawego w Warszawie, czyli kino samochodowe (tu o szczegółach).
Ekran stanie w sobotę naprzeciwko MDM-u, tyłem do Pałacu Kultury i Nauki. W programie kroniki filmowe z lat 50., "Rozwodów nie będzie" i "Niewinnych czarodziei". Dźwięk na częstotliwości 89,4 FM. Niezmotoryzowani będą mogli skorzystać z podstawionych autobusów "ogórków" i samochodów syrenek. Jak już nie będzie miejsc, organizatorzy namawiają, żeby... dosiąść się do kogoś.
A wszystko to w ramach festiwalu Niewinni Czarodzieje.

środa, 12 listopada 2008

Podróże męczą. Kształcą też. Albo odkształcają, zmieniając coś, co wydawało się ustalone. Szczególnie jak się wpada z jednej podróży w kolejną. A zwykło się prowadzić osiadły tryb życia.
Piszę niejasno. Ale trudno jest mieć jasność w stanie pomiędzy. To dziwne, ale jedyną stałą jest dla mnie teraz internet. Część mojego życia przeniosła się w spersonalizowane okienka aplikacji.
Nie mam innego swojego miejsca.

Miastoszepty - warszawskie ucho

Na "swoim" portalu przeczytałam dziś o uchu, które zawiśnie przy alei Wyzwolenia 18 w Warszawie. Ciekawa jestem co wyszeptają mu przechodnie. Czy stanie się książką skarg i zażaleń? Koncertem życzeń? Tego dowiemy się w planie B lub w CSW. Bo ucho będzie rejestrować zwierzenia.

piątek, 7 listopada 2008

Alarm 2+3d Balzakiana i inne kamyczki z dawnego ogródka

Po pierwsze - w Warszawie ciekawa wystawa dla tych co lubią nie do końca grzeczną grafikę. Jak piszą organizatorzy możemy spodziewać się dużej ilości surrealistycznych opowieści o Warszawie.
Na wystawę z pewnością przyciągną nazwiska: Dominik Cymer, Tomasz Kaczkowski, Jan Kallwejt, Marcin Kuligowski i Rafał Szczepaniak.
Więcej o wystawie tu i tu.
Obrazek poniżej pochodzi ze strony Kallwejta.


Po drugie - w kioskach (taki żart), a na poważnie - w dużych empikach i w jeszcze kilku innych miejscach nowe 2+3d - numer dla fanów ilustratora Henniga Wagenbretha.
Poniżej element z jego mapy Johannesburga:

oraz Lęk przed strzykawką:


Po trzecie - w Katowicach od 14- 16 listopada warto zaglądnąć na targi książki. Szczegóły tu.

Piszę z kanapy. Mojej krakowskiej kanapy. Na której nie czytałam co prawda nowego Dehnela, ale i tak o "Balzakianach" 2 zdania napiszę. Przeczytałam kilka recenzji, w tym "Triumf obłości" Sendeckiego, samą książkę skończyłam chwilę wcześniej. I obłość wydaje mi się słowem kluczowym, bo mnie ta książka przypomina misterną wydmuszkę, taką, jakich już nie ma, no chyba że w cepelii i targach świątecznych na krakowskim rynku. Taką, nad której wykonaniem ktoś siedzi długi czas, starannie wyrysowując wzory. I nie jest to do końca zarzut. Książkę czyta się dobrze, cała skrzy od ozdóbek, drobnostek, aluzyjek, anegdotek. Uwodzi retro klimatem narracji.
Jest ładna i wzruszająca. Jak ornamenty w dizajnie.
I trochę styl ukrywa miałkość treści. Historie są jak z błyszczących magazynów. Brak mi w nich prawdziwych bohaterów. Z krwi i kości, a nie z kredowego papieru czy pudru.

wtorek, 4 listopada 2008

lotto mania

Moich pracowych znajomych dosięgnął amok totolotkowy, który z radością małej dziewczynki podsycałam. Dostałam rykoszetem.
Szukanie po 20 na Mokotowie czynnej kolektury prowadzi w miejsca dziwne, jak to, w którym k i ucho kupili kupony. Wielka płyta, parter. Trzej jednoręcy bandyci, boazeria, pod sufitem siatka, z której zwisają, pewnie przez cały rok, bombki lotto. Ciasno. W środku tłum stałych bywalców, którzy zakłady puścili już o poranku, a teraz liczą, że uda im się kilka złociszy wykrzesać z czarnych maszynek, na których widać raz dzwonki, raz czereśnie, raz cytrynki. Potrącają się łokciami przyodzianymi w skórzane rękawy kurtek. Wszyscy w skupieniu patrzą na wciąż te same symbole w różnych konfiguracjach.

niedziela, 2 listopada 2008

kakadu na krakowskim przedmieściu

Przechodząc Krakowskim Przedmieściem minęłyśmy z Agą uroczą parę, która wyprowadzała na spacer ni mniej ni więcej, tylko kakadu żółtolicą. Zastanawiałyśmy się, co mogłybyśmy zobaczyć, gdybyśmy szerzej skorzystały z oferty Przekąsek i Zakąsek.

Mogło to brzmieć tak: "Tadeuszu, przygotuj się proszę do wyjścia, trzeba zabrać Toleńkę na spacer. Taka ładna niedziela, być może ostatnia w tym roku. Nie może się przecież zmarnować."

Z dzisiejszego dnia zostanie mi także "Klaskacz" Bruszewskiego na wystawie Rewolucje 1968 w Zachęcie. I kilka innych rzeczy, wrażeń z tej wystawy, ale jednostkowo najbardziej on.

sobota, 1 listopada 2008

warszawa, czyli po raz kolejny nie mam pomysłu na tytuł

Aga ma w opisie na skype "niewidoczny". A ja się właśnie tak czuję. Jestem, ale z ukrycia. Nie szukam kontaktu. Sprawdzam co się przydarzy.



Coraz bardziej lubię Warszawę. Mleczne szyby domów handlowych centrum. Modernistyczną architekturę, którą warszawiacy zalewają żółcią kanarkowej farby.
Spacerować pustawymi w weekend ulicami. Wiedzieć, że nikogo nie spotkam. Zauważać poziomy warszawskiej ulicy, jej strukturę, koloryt, od lśniących bezosobowych wystaw placu trzech krzyży, przez rzędy pastelowych blokowisk, po bezdomnego śpiącego w nieużywanej windzie zjeżdżającej do stacji metro centrum. Brudne neony, świeże grafitti, ekrany w metrze. Wszystko tu jest obok siebie. Wymieszane w wielkim kotle sieciowych sklepów, prywatnych pralni chemicznych, obskurnych spożywczaków, sklonowanych kawiarni, bezskutecznie udających, że mają własny charakter. Chłodne modernistyczne szarości zmiksowane z plastikiem, pleksą w brzydkich kolorach. Odnowione fasady i zapuszczone podwórka.


W centrum rozciągnięte na kamienicach długonogie modelki, znane aktorki w najlepszych fotoszopowych uśmiechach. Błyszczące citylighty. Szerokie trotuary. A na podwórkach śmietniki, które każdego wieczoru eksplodują resztkami splendoru, hotelowej konsumpcji, też stosownie, egalitarnie, wymieszanymi z wyniesioną z piwnicy wersalką, starym krzesłem i opakowaniami po produktach jedynka. Dwie historie miasta splatają się tu lepiej niż gdziekolwiek indziej.


Na moim podwórku stoi Pałac Brzozowskich, zaniedbany, większość jego obecnych mieszkańców pewnie nawet nie słyszała o Sławie i chwale Iwaszkiewicza. Kamienicę, w której mieszkam, zbudowaną podobno dla oficjeli UB, nafaszerowaną systemami podsłuchowymi, dziś zaludniają - zgodnie z starą nomenklaturą - mieszkańcy i lokatorzy. Oczywiście należę do tej drugiej, gorszej kategorii. Mieszkanką jest zaś starsza pani z parteru, która w równym stopniu nie dba o siebie, co dba o okoliczne koty, które na całym podwórku rozrzucone mają poduszki i podesty, zrobione najwidoczniej z odnalezionych na wspomnianym już śmietniku mebli. Rozczochrane koty o bardzo dziwnym wyglądzie (czyżby wśród dalekich przodków była jakaś rasowa, acz puszczalska koteczka, przywieziona na przykład na 10 urodziny którejś z hrabianek Brzozowskich?). Koty mają też uchylone okienko. A pani mieszkanka, która w kontaktach z ludźmi ma głos chrypliwy, woła je śmietankowomiodowym szeptem.


koty

Blog Siwej uruchomił tęsknoty. Szczególnie za szarą wielbicielką torebek.