Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fiszki książkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fiszki książkowe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2009

Powtórki.

Ostatnio zdominowały mi krajobraz. Żyją nimi niektóre stacje (choćby nowe (!) TVN Warszawa), stałych widzów/ słuchaczy irytują i dziesiątkują, ale czasem przyniosą coś miłego, jak powtórka audycji "Pod tytułem" w radiu TOK FM, której gościem był Andrzej Dobosz.

Czytam teraz jego felietony zebrane w książce "Generał w bibliotece". Też swego rodzaju powtórka - czyli wydanie drugie, zmienione, popełnione przez Świat Literacki w dwóch wersjach kolorystycznych (mam niebieską).


Fragment - końcówka - felietonu "Wagon":
"A przecież powtarzając podróże na jakiejś trasie, odczuwa się w ich trakcie nieuniknioną monotonię. Podobnie rozkłady kolejowe czytane po raz pierwszy budzą radosne podniecenie. Pociąg ekspresowy Tallin-Bukareszt, który pędzuł przez Rygę-Dyneburg-Wilno-Lidę-Baranowicze-Łuniniec-Sarny-Brody-Lwów i Czerniowce do miejsca przeznaczenia... to już fragment prozy Włodzimierza Paźniewskiego. A gdy za którymś razem zaglądamy do rozkładu jazy, jest to tekst suchy i niezmiernie bezbarwny. Pociągi stale przejeżdżają przez te same stacje, a różniece między letnim a zmiowym rozkładem są znikome. Lektura ta w najwyższym stopniu przypomina polityczną część gazet, gdzie to, co nas porusza, jest najczęściej rezultatem inwencji dziennikarzy. Jeżeli zdarzy nam się przerwać taką lekturę na kilka tygodni, to gdy ponownie bierzemy dziennik do ręki, ogarnia nas silne poczucie, że pociąg, którym jedziemy, właśnie stoi, widoki za oknem są podobne, a może nawet identyczne (...). Nikomu nie chce się wybiec na peron, by popatrzeć, czy lokomotywa jest przyczepiona w kierunku zgodnym z celem. Otwieramy książkę zabraną na drogę."

A tu Boniecki o Doboszu.

Audycje Romana Kurkiewicza o książkach znajdują się tu.

środa, 10 grudnia 2008

D.O.M.E.K. i IBBY

Stowarzyszenie Przyjaciół Książki dla Młodych - Polska Sekcja IBB-y rozstrzygnęło właśnie konkurs „Książka roku 2008”.
Nagrodę dla ilustratorów otrzymali: - za książkę autorską - Aleksandra Machowiak i Daniel Mizieliński za D.O.M.E.K. wydany przez wydawnictwo Dwie Siostry oraz - za ilustracje - Tomasz Broda (książka „Przygody przyrody” Zbigniewa Macheja).

Lista nominacji znajduje się tu.

piątek, 7 listopada 2008

Alarm 2+3d Balzakiana i inne kamyczki z dawnego ogródka

Po pierwsze - w Warszawie ciekawa wystawa dla tych co lubią nie do końca grzeczną grafikę. Jak piszą organizatorzy możemy spodziewać się dużej ilości surrealistycznych opowieści o Warszawie.
Na wystawę z pewnością przyciągną nazwiska: Dominik Cymer, Tomasz Kaczkowski, Jan Kallwejt, Marcin Kuligowski i Rafał Szczepaniak.
Więcej o wystawie tu i tu.
Obrazek poniżej pochodzi ze strony Kallwejta.


Po drugie - w kioskach (taki żart), a na poważnie - w dużych empikach i w jeszcze kilku innych miejscach nowe 2+3d - numer dla fanów ilustratora Henniga Wagenbretha.
Poniżej element z jego mapy Johannesburga:

oraz Lęk przed strzykawką:


Po trzecie - w Katowicach od 14- 16 listopada warto zaglądnąć na targi książki. Szczegóły tu.

Piszę z kanapy. Mojej krakowskiej kanapy. Na której nie czytałam co prawda nowego Dehnela, ale i tak o "Balzakianach" 2 zdania napiszę. Przeczytałam kilka recenzji, w tym "Triumf obłości" Sendeckiego, samą książkę skończyłam chwilę wcześniej. I obłość wydaje mi się słowem kluczowym, bo mnie ta książka przypomina misterną wydmuszkę, taką, jakich już nie ma, no chyba że w cepelii i targach świątecznych na krakowskim rynku. Taką, nad której wykonaniem ktoś siedzi długi czas, starannie wyrysowując wzory. I nie jest to do końca zarzut. Książkę czyta się dobrze, cała skrzy od ozdóbek, drobnostek, aluzyjek, anegdotek. Uwodzi retro klimatem narracji.
Jest ładna i wzruszająca. Jak ornamenty w dizajnie.
I trochę styl ukrywa miałkość treści. Historie są jak z błyszczących magazynów. Brak mi w nich prawdziwych bohaterów. Z krwi i kości, a nie z kredowego papieru czy pudru.

sobota, 14 czerwca 2008

PS do posta o powieści rzece

Czytam też dzienniki Iwaszkiewicza i we fragmentach dotyczących podróży do Włoch w 51 roku znalazłam podobny, pełen zachwytu opis posiłku na pokładzie samolotu. Choć pewnie dla niego wszystkie te rzeczy znaczyły zupełnie coś innego. Ktoś jeszcze zna takie fragmenty?
Jak mi się będzie chciało, to przepiszę tu oba.

poniedziałek, 2 czerwca 2008

O powieści - rzece, której nie trzeba forsować

Pożyczyłam od Bajo książkę. Jako że moja sterta przy łóżku zaczęła wymagać skatalogowania nie zabrałam się do niej od razu. Tym bardziej, że 2 dni zabrało mi połknięcie wygranych podczas gry RPG w Miejscu książek Highsmith. (Sławka prowadziła grę o mordowaniu, drobnych kradzieżach, porwaniach i przebiegłych kobietach. Mi przypadła rola Marka Frosta, a wszystko działo się jeszcze zanim Frost zamoczył palce w Twin Peaks. Nagrodą za wcielenie się w postać i wypełnienie wszelkich wymyślonych przez mistrza gry zadań były 3 książki o panu Ripleyu. Zresztą obecnym na tym spotkaniu, ramię w ramię z zmarłą 13 lat temu autorką.) Jakoś dawno nie czytałam książek na jeden wieczór. Pan Ripley pojawił się w odpowiednim czasie.
Książka od Bajo to 'Forsowanie powieści - rzeki' Dubravki Ugresic. Nie pokuszę się o jakąkolwiek całościową recenzję, ponieważ jestem na stronie 87.
Festiwal literacki w Zagrzebiu przynosi okazję do ironicznego spojrzenia na literatów i ich satelity. Poczucie humoru i spostrzegawczość Ugresic rozbrajają.
Ironiczne spojrzenie Dubravki


Ugresic miksuje w finezyjny sposób słowa klucze kultury popularnej, ze śmiechem 'demaskuje' powierzchowność i dezynwolturę sposobu bycia pisarzy, od których świat wymaga przecież czegoś więcej.
Świetna jest postać Wandy - kochanki Ministra, która zakupiła podręcznik seksu, wybrała 10 z propozycji, zapisała na karteluszkach, po czym wrzuciła do różowego szydełkowego kapelusza, aby potem niecierpliwie losować spośród nich pozycję na spotkania z ukochanym.
Minister mimo że najchętniej pozostałby przy pozycji misjonarskiej, która również trafiła do kapelusza, z oddaniem i cierpliwością poddaje się rządom Wandy.
Oprócz loterii seksualność Wandy uruchamiają... zgony słynnych ludzi, których 'kochała wierną i trwałą miłością istot anonimowych'. Ale to trzeba przeczytać!
I taki mały, osobisty, kąsek - list Cecylii do Peera, w którym opisuje ona podróż samolotem i 'dziecięce podniecenie' na widok stewardessy ciągnącej wózek z posiłkami. Co tym razem znajdzie się w pudełeczku? Czy będzie smakował posiłek grzeczny, równiutki i śliczny, jak z domku dla lalek?
Bajo! Dziękuję.

Hihi. właśnie przeczytałam, że na po angielsku tytuł to Fording the Stream of Consciousness.

poniedziałek, 19 maja 2008

D.O.M.E.K.

Wydawnictwo Dwie Siostry postawiło na polskich ilustratorów. Po serii Mistrzowie Ilustracji, czyli wznowieniach znanych i lubianych książek dla dzieci, wydało D.O.M.E.K., czyli opowieść o 35 Doskonałych Okazach Małych i Efektownych Konstrukcji.

Aleksandra Machowiak i Daniel Mizieliński, absolwenci Wydziału Grafiki warszawskiej ASP, wzięli na warsztat 35 domów stworzonych przez architektów z całego świata. W książce 20 na 20 cm pomieściły się najciekawsze projekty domów mieszkalnych ostatnich 50 lat - począwszy od zaprojektowanego przez duet Lammers-Zeiser Dragspelhuset, Domu - Akordeonu (w książce nazwanego Żółwiem), który rozciąga się, lub kurczy w zależności od pory roku, po Natural Ellipse autorstwa Masaki Endoh i Masahiro Ikeda.

Dragspelhuset


Natural Ellipse
Natural Ellipse w D.O.M.E.K.u nazywa się jajko i wygląda tak:


Każdy z domów został opatrzony legendą, dzięki której można sprawdzić kiedy powstał, czy stoi w mieście, z jakich surowców został wykonany, czy jest przyjazny dla środowiska. Z krótkiej i dowcipnej historyjki dowiemy się, czym kierowali się architekci podczas wymyślania tak nietypowych konstrukcji. Mamy też mapę, by łatwo zlokalizować domki na świecie.
Co fajne - strony D.O.M.E.K.u, a także i domki są zaludnione. Na półkach stoją książki, a na podłodze rozrzucone są zabawki.
Książka w księgarniach już za 2 tygodnie.

Więcej można zobaczyć na kapitalnej stronie internetowej twórców. Warto wleźć wszędzie gdzie się da (w tym koniecznie na zakładkę 'kontakt') i pooglądać czym jeszcze się zajmują! Przegrzebać portfolio by obejrzeć fragmenty książki Ebenezer i gadające drzewa, albo Alicji w krainie czarów:




wtorek, 25 marca 2008

Filmy Themersonów

CSW po cichu wydało DVD z 3 filmami Themersonów: Przygoda człowieka poczciwego, Wzywamy Pana Smitha oraz Oko i ucho.


Tym co jeszcze nie zauważyli napomykam, że w tzw. taniej jatce na Grodzkiej w Krakowie można znaleźć książeczki Themersona z rysunkami Franciszki, jasna rzecz. A żeby dopełnić - Bajki Grajki bardzo ładnie wydały książeczkę Pan Tom buduje dom.

"- Śpieszę się, śpieszę! - krzyknął pan Tom i próbował wejść do słuchawki telefonicznej.
Ale mu się nie udało, bo lejek słuchawki był za mały.

Więc pan Tom zawołał:
-Nie mogę przyjechać telefonem, bo ja jestem za duży, a telefon jest za mały.

-Cha! cha! cha! - zaśmiał się pan Kąt. - Tylko słowo może jechać telefonem.
Nawet najdłuższe.
Nawet takie:

KONSTANTYNOPOLITAńCZYKOWIANECZKA.

- KONSTANTYNOPOLITAńCZYKOWIANECZKA! -
powtórzył pan Tom."

niedziela, 13 stycznia 2008

Wytwórnia ładnych książek

Wiersze dla dzieci, jak wiadomo są dla dzieci, dzieci zaś suchego tekstu nie lubią (a może zamiast kręcić superprodukcjenarodowe wydać lektury szkolne w postaci komiksów...), więc się trzeba zastanowić jak tu treść opakować. Z Tuwimem bywało raz pięknie (np. "Lokomotywa" z ilustracjami Szancera) raz zupełnie źle (cokolwiek Iwony Walaszek).



A Wytwórni „Wiersze dla dzieci”, pokazują, że do tematu można podejść inaczej, bo jak wiadomo wiersze dla dzieci są nie tylko dla dzieci.



Za górami za lasami było siedem pań. Każda z nich, zamiast siedzieć w wieży i czekać na rycerza, albo się kaleczyć wrzecionem z rozpaczy, że koń rycerza brzydki, zajęła się innymi wierszykami i do tuwimowej zabawy słowem dodała zabawę obrazem. Książka jest jak skrzyneczka, co to się ją pod tapczanem znalazło i się z niej wyciąga wycinki z niemieckich katalogów, o które kiedyś łamało się palce krzycząc „zamawiam”, guziki ukradzione z drewnianej skrzynki babci, tarczę szkolną z podstawówki, schowanego przed młodszym bratem ludzika lego. Tyle samo radochy sprawia.

Zaczyna się od Trudnego rachunku. I się nam przypomina wycinanie pieczątek z ziemniaka. Potem Abecadło. Mniam! A potem to już szaleństwo na Mrozie. Zachwycają Warzywa (przypominają się dziecięce zamienniki wszelkich rzeczy ze świata dorosłych). A to dopiero pierwsza pani – Gosia Urbańska.

Z kolei Kotek Moniki Hanulak przypomina mi rzeczy Yoshimoto Nary.

Potem odrobinkę twożywowe deja vu czyli Gosia Gurowska (ta sama, co Goreya ilustrowała).

Rysunki Marty Ignerskiej są jak twórczość poboczna w zeszycie szkolnym (na nudnej lekcji zeszyt owrócić należało, na końcu otworzyć, rysowaniu się oddać i mieć nadzieję, że nauczycielce nie przyjdzie do głowy brać zeszytów do sprawdzenia).

U Ani Niemierko jedną stronę na pewno bym pokolorowała (gdybym znów miała lat mniej dużo niż mam), tak jak robiłam to z Dziećmi z Bullerbyn. Też – wyjeżdżając poza granicę. Mimo tego, że rysowałabym z ustami otwartymi ze skupienia. I chciałabym takiego słonia. Mamooo, kup miii!

A na ostatni jest kapitalny Idzie Grześ przez wieś.

Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba.
Słoniowa.

sobota, 5 stycznia 2008

Mahler i silent stories

W 2007 roku wydawnictwo Ladida wydało książeczkę, jak to określiło 'nowelę graficzną' Nicolasa Mahlera pt. "Pragnienie".



Mahlerowe rysowanie jest subtelne. Nie ma w nim niczego zbędnego. Historyjki obywają się bez słów na przykład. Wszystko opowiedziane jest gestem postaci, przedmiotami, których bohaterowie używają, pozostawionymi na barze trzema kieliszkami wina.


Jego obrazki przypominają trochę sposób opowiadania Edwarda Goreya. Ale jak twierdzi Mahler, na Goreya trafił dość późno. U obu zachwyca przywiązanie do detalu, wysublimowane poczucie humoru oraz lekkość ich rysunków.

Mahler tworzy również filmiki animowane.