Niesamowite 23 albumy. 4' jest znana z Broken Flowers.
Z 4' - Mulatu Astatke
'Yegelle Tezeta'
'Yekermo Sew', a potem 'Tezeta'
A na koniec otwierająca 7 'Ere Mela Mela' Mahmoud Ahmeda
No i mamy etiopską inwazję w zmieniarce naszej posiniaczonej 9-3.
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
Ethiopiques
poniedziałek, 31 marca 2008
ząb, zupa zębowa
Nie mam jednej z ósemek. Właściwie, to nie byłam do niej specjalnie przywiązana, bo nawet nie pozwoliłam jej do końca wyjść.
Mam za to woreczek z lodem przymocowany do twarzy i szwy do ściągnięcia w poniedziałek.
Jeszcze nie boli. Bartek torturuje mnie zapachem marynowanej przez 3 dni polędwicy. Ja to sobie ją mogę co najwyżej zmiksować i wciągnąć przez rurkę.
Wszyscy straszą skrzepem, a właściwie jego wypłukaniem i pustym zębodołem. Przysyłają kondolencje.
A zęba mi usuwał pan dentysta, co wyglądał jak poseł Misztal po pobycie w Dubaju. I miał blond asystentkę, która kładła mi chłodny okład na czole, po tym jak mi się ciemno przed oczyma zrobiło mimo kompletu jarzeniówek nad moją głową. I mówił do niej Misia. Misia, mocniej mi ten policzek odciągnij. Szerzej.
Mam za to woreczek z lodem przymocowany do twarzy i szwy do ściągnięcia w poniedziałek.
Jeszcze nie boli. Bartek torturuje mnie zapachem marynowanej przez 3 dni polędwicy. Ja to sobie ją mogę co najwyżej zmiksować i wciągnąć przez rurkę.
Wszyscy straszą skrzepem, a właściwie jego wypłukaniem i pustym zębodołem. Przysyłają kondolencje.
A zęba mi usuwał pan dentysta, co wyglądał jak poseł Misztal po pobycie w Dubaju. I miał blond asystentkę, która kładła mi chłodny okład na czole, po tym jak mi się ciemno przed oczyma zrobiło mimo kompletu jarzeniówek nad moją głową. I mówił do niej Misia. Misia, mocniej mi ten policzek odciągnij. Szerzej.
wtorek, 25 marca 2008
tylko przyjaciele nie dają ściągać
myślę o podróżowaniu.
o tym, czy rozgrywa się bardziej w świecie, czy bardziej w głowie.
i przypomniał mi się Dygat. podróż - rozdział pierwszy.
o tym, że jest się nieswoim. że się czuje, że coś mogło być inaczej niż jest. że się oczekiwania co do siebie i świata miało i się nie wie teraz czy to świat ich nie spełnił, czy my sami.
i tak bardzo chciałoby się na świat zwalić.
a ma się uczucie, jakiego doznawało się kiedyś, idąc do szkoły z nieodrobionymi lekcjami.
choć nie do końca chyba. to bardziej niejasne uczucie, że się miało j a k i e ś lekcje, i że się j a k i c h ś lekcji nie odrobiło.o tym, czy rozgrywa się bardziej w świecie, czy bardziej w głowie.
i przypomniał mi się Dygat. podróż - rozdział pierwszy.
o tym, że jest się nieswoim. że się czuje, że coś mogło być inaczej niż jest. że się oczekiwania co do siebie i świata miało i się nie wie teraz czy to świat ich nie spełnił, czy my sami.
i tak bardzo chciałoby się na świat zwalić.
a ma się uczucie, jakiego doznawało się kiedyś, idąc do szkoły z nieodrobionymi lekcjami.
nie wiem, czy dokładnie Dygat o tym pisze, ale ja o tym myślę.
a Dygat pisze:
"A co robi uczeń, który nie odrobił lekcji?
Odpisuje z zeszytu kolegi."
a Dygat pisze:
"A co robi uczeń, który nie odrobił lekcji?
Odpisuje z zeszytu kolegi."
Filmy Themersonów
CSW po cichu wydało DVD z 3 filmami Themersonów: Przygoda człowieka poczciwego, Wzywamy Pana Smitha oraz Oko i ucho.
Tym co jeszcze nie zauważyli napomykam, że w tzw. taniej jatce na Grodzkiej w Krakowie można znaleźć książeczki Themersona z rysunkami Franciszki, jasna rzecz. A żeby dopełnić - Bajki Grajki bardzo ładnie wydały książeczkę Pan Tom buduje dom."- Śpieszę się, śpieszę! - krzyknął pan Tom i próbował wejść do słuchawki telefonicznej.
Ale mu się nie udało, bo lejek słuchawki był za mały.
Więc pan Tom zawołał:
-Nie mogę przyjechać telefonem, bo ja jestem za duży, a telefon jest za mały.
-Cha! cha! cha! - zaśmiał się pan Kąt. - Tylko słowo może jechać telefonem.
Nawet najdłuższe.
Nawet takie:
KONSTANTYNOPOLITAńCZYKOWIANECZKA.
- KONSTANTYNOPOLITAńCZYKOWIANECZKA! -
powtórzył pan Tom."
niedziela, 16 marca 2008
Cicely, Alaska
Odgrzebałam dawną miłość. Przystanek Alaska.
O kolczykach Shelly Marie Tambo Vincoeur można napisać powieść.
Tak jak i o wyrazie twarzy Marilyn Whirlwind.
Myślę o tym, którą opowieść lubię najbardziej. O tym jak Eva i Shelly fabrykowały Chateau Latour? Jak Shelly straciła mowę, zyskując głos? Rozmowy Fleischmana i Marilyn, jej przypowieści? Postacie z filmów Felliniego na ulicach Cicely? Śnienie cudzych snów w czasie zorzy polarnej?
czwartek, 28 lutego 2008
NYC Tout doucement
Ostatnio w swojej manii oglądania filmów i seriali, które toczą się w NYC, trafiłam na Mad Men opowiadający o świecie agencji reklamowych działających na początku lat 60. Serialowa fabuła dość wątła, ale obrazki miłe dla oka. Oglądam go głównie dla atmosfery, wnętrz, ubrań. Świat, o którym opowiada różni się od tego pokazywanego w typowym amerykańskim serialu. Inna jest też czołówka
Co do innych czołówek
Dobre są jeszcze te z Dextera, nie wspominając o Six feet under.
A z Mad Men skojarzyło mi się to:
nie ma tytułu
ostatnio jestem zakręcona mocniej niż słoik z konfiturą truskawkową, więc wpisów nie ma i jeszcze chwilkę nie będzie. po prostu jak nie muszę siedzieć przy kompie, to go unikam.
poniedziałek, 18 lutego 2008
'trying to look good limits my life' i inne bon moty - Stefan Sagmeister
Stefan Sagmeister znany jest m.in. z tego, że w 1999 pociął się nożykiem do papieru. Jak sam stwierdził - bolało jak diabli. Ale opłacało się, bo jego plakat dla AIGA stał się jedną z ikon projektowania graficznego lat 90.
Znany jest też z projektowania okładek i opakowań dla muzyki, którą lubi (dostał za to kilka nagród grammy). To, co o nim warto wiedzieć, napisano tutaj. Zajmował się projektowaniem i typografią (współpracował np. z Marian Bantjes). Pracował dla kilku agencji reklamowych. W końcu założył własną. Z siedzibą w NYC. W 2000 roku wziął sobie wolne i skupił się na 'trochę' innej pracy:Na tej stronie można obejrzeć prace agencji Sagmeister Inc.
Kapitalne są jego typograficzno - interaktywne gry z otoczeniem:
Więcej (także innych autorów) można zobaczyć tu, na stronie poświęconej wydanej przez Sagmeistera książce pt. 'Things I have learned in my life so far'.

Warto pogrzebać na YouTube w poszukiwaniu wykładów typu ten. Posłuchać o byciu przesądnym i liście zapierających dech w piersiach wydarzeń w jego życiu. Cieszyć się codziennością. I oczywiście designem.
I pooglądać inne ruchome makatki. Np. tą, będącą efektem pobytu w Hong Kongu i fascynacją bambusowymi rusztowaniami.
post ten jest ciągle w produkcji ;)
PS (Post ten przestał być w produkcji po tym, jak w 2+3D #27 ukazał się artykuł o Sagmeisterze "Lekcja życia w szkole przetrwania" - polecam.)
niedziela, 17 lutego 2008
a ziemia kręci się dalej
Przez tydzień nie miałam internetu. Przegapiłam 2,5 magurów pod rząd. Przeczytałam do końca książki inne niż kryminały. Nie byłam na ciastku w Europejskiej. Zaczęłam witaminy brać. Ścięłam włosy. Zjadłam galaretkę z nóżek.
niedziela, 10 lutego 2008
2+3D i Nagi Noda
W kioskach jest już nowe, bardzo dobre 2+3D. Więcej jak przeczytam :)
Ale jest na przykład Nagi Noda:
Pozytyw 00
czwartek, 7 lutego 2008
poniedziałek, 4 lutego 2008
Nowe Trebunie z Twinklami
4 kwietnia 2008r. album Twinkle Brothers i Trebuniów Tutków "Songs of Glory/Pieśni Chwały" w sklepach. A jak na razie, to chłopaki siedzą na Jamajce i ogrzewają nagrany w listopadzie materiał.


A mnie w uszach gra Pierso godzina. Przy okazji 'górala' ;) z Rabki pozdrawiam, co to go nie doceniłam i mu ostatnio wysłałam coś, co zna lepiej ode mnie. Hej!
loko mocyjna choroba
Smutno mi, bo mi 3 dni z życia uciekły przez jakieś pokarmowo - temperaturowe aberracje. Mój organizm sobie zaszalał. Spuchł, przegrzał się, tracił wizję. Niedobry.
Bilans strat: pomiędzy jednym snem a drugim wysłuchałam tylko 10 minut dj magury. To musiało zresztą nieźle wyglądać - półżywe dziewczę wstaje o 15:56, źle zauważa godzinę, więc myśli, że dopiero 6 po 15. Każe sobie szybko radio jazz ustawić pokrętłem, szczęśliwe że wewnętrzne budziki wezwały ją na cotygodniowe spotkanie (takie cotygodniowe spotkanie mi się z mszą skojarzyło, dziwnie te moje nie do końca zdrowe myśli krążą). A tu u dj magury gra, osz nawet nie pamiętam, chyba Peter Tosh, a po chwili magura dj podsumowuje pierwszą... godzinę audycji.
A takie energetyczne rzeczy wymieniał, po czym puścił jakiegoś longpleja swoje lenistwo tłumacząc dawną polską tradycją puszczaniana na 3.. 2.. 1.. longplejów całych. I puścił. Co, nie wiem, bo poszłam spać dalej. I mi się przypomniało, że dj magura mówił o dniu niedźwiedzia (niedźwiedź, co nad czasem panuje się akurat 2 lutego z boku na bok przewraca) zastąpionego przez świec święcenie. I tyle pamiętam jeszcze z soboty, że miałam pretensje do niego, że w połowie audycji ten niedźwiedź mu się odwrócił z energetycznych rzeczy na smętne.
Bo potem to już pamiętam, jak mamie mówiłam, jak się obudziłam po 22, że nie, że nie jest źle, że to ze stresu wszystko. No to ona mi temperaturę kazała zmierzyć. No cóż, wysoka była.
Za to w niedzielę, w jedynej właściwej pozycji, leżącej, przeczytałam sobie 2 kryminały, podsypiając w międzyczasie, jeden PRLowski, drugi irlandzki. Usprawiedliwienie mam - jak tylko się podnosiłam, to się czułam jak w tym jeepie, co mnie wiózł dawno temu do darjeeling (kupiliśmy sobie najtańsze miejsca- na tyle). Nic z widoków nie pamiętam, bo musiałam głowę między nogami trzymać.
Bilans strat: pomiędzy jednym snem a drugim wysłuchałam tylko 10 minut dj magury. To musiało zresztą nieźle wyglądać - półżywe dziewczę wstaje o 15:56, źle zauważa godzinę, więc myśli, że dopiero 6 po 15. Każe sobie szybko radio jazz ustawić pokrętłem, szczęśliwe że wewnętrzne budziki wezwały ją na cotygodniowe spotkanie (takie cotygodniowe spotkanie mi się z mszą skojarzyło, dziwnie te moje nie do końca zdrowe myśli krążą). A tu u dj magury gra, osz nawet nie pamiętam, chyba Peter Tosh, a po chwili magura dj podsumowuje pierwszą... godzinę audycji.
A takie energetyczne rzeczy wymieniał, po czym puścił jakiegoś longpleja swoje lenistwo tłumacząc dawną polską tradycją puszczaniana na 3.. 2.. 1.. longplejów całych. I puścił. Co, nie wiem, bo poszłam spać dalej. I mi się przypomniało, że dj magura mówił o dniu niedźwiedzia (niedźwiedź, co nad czasem panuje się akurat 2 lutego z boku na bok przewraca) zastąpionego przez świec święcenie. I tyle pamiętam jeszcze z soboty, że miałam pretensje do niego, że w połowie audycji ten niedźwiedź mu się odwrócił z energetycznych rzeczy na smętne.
Bo potem to już pamiętam, jak mamie mówiłam, jak się obudziłam po 22, że nie, że nie jest źle, że to ze stresu wszystko. No to ona mi temperaturę kazała zmierzyć. No cóż, wysoka była.
Za to w niedzielę, w jedynej właściwej pozycji, leżącej, przeczytałam sobie 2 kryminały, podsypiając w międzyczasie, jeden PRLowski, drugi irlandzki. Usprawiedliwienie mam - jak tylko się podnosiłam, to się czułam jak w tym jeepie, co mnie wiózł dawno temu do darjeeling (kupiliśmy sobie najtańsze miejsca- na tyle). Nic z widoków nie pamiętam, bo musiałam głowę między nogami trzymać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








